Duet Tumult Hands tworzą Jacek Sienkiewicz i Jerzy Przeździecki - producenci, których twórczość w znacznym stopniu zdefiniowała polską scenę techno. Sienkiewicz - jeszcze jako Recognition - rozpoczął swoją przygodę z muzyką w końcówce lat 90. Kolejne płyty, już pod własnym nazwiskiem, wydawał m.in w Cocoon Records, Trapez, Klang Elektronik i WMFRec. Przeździecki zaczął publikować nieco później. Przez ostatnie dwie dekady rozmaite odmiany muzyki elektronicznej prezentował m.in. jako Praecox, Epi Centrum i Jurek Przeździecki. Tumult Hands ma na swoim koncie dwie EPki – „Tumult Hands EP” (2014) oraz „Tropic Factory” (2016). Obie ukazały się nakładem Recognition. Pełnowymiarowa płyta była zatem kwestią czasu. Album pt. „TH” (Recognition, 2022) prekursorzy polskiej sceny techno przygotowywali od wielu lat. Repertuar rodził się głównie z improwizacji. Jak mówią sami artyści „jest on wynikiem odkrywania i akceptowania przypadku”. Dla obu producentów podczas tworzenia istotny był bliski kontakt z instrumentami; rodzaj interakcji między twórcą a elektronicznym urządzeniem. Poszczególne utwory dojrzewały długo. Paradoksalnie - upływ czasu nie powodował ich starzenia, lecz odwrotnie - pozwalał im dojrzeć i nabrać ciężaru gatunkowego. „TH” przynosi bardzo zróżnicowaną muzykę. Po części jest ona spłatą długu, jaki Sienkiewicz i Przeździecki zaciągnęli wobec najbardziej twórczego okresu techno, czyli lat 90. XX w. Miłośnicy eksperymentalnej muzyki tanecznej sprzed ćwierćwiecza bez trudu wychwycą bowiem w kompozycjach duetu echa twórczości Cristiana Vogla, producentów znanych z blaszanej serii wytwórni Chain Reaction czy wczesnych nagrań Richie’go Hawtina (Plastikman, F.U.S.E.). To bardzo podobne, niestandardowe podejście do faktury dźwięku i oryginalne podejście do struktur rytmicznych. Minimalistyczne melodie, towarzyszące np. otwierającemu zestaw "enter TH" albo "pow", wnoszą do kompozycji element pewnej podniosłości i metafizycznego niepokoju. Oczywiście, wciąż mamy do czynienia z muzyką taneczną, ale duet - do pewnego stopnia rezygnując z klubowej funkcjonalności (zrozumiałej w konwencji techno) - nadał swojej muzyce zdecydowanie wyszukany, artystyczny sznyt. Wydawnicza współpraca tak ważnych twórców, a także wysoka jakość nagrań, każą w "TH" widzieć coś więcej niż kolejną płytę techno. To wydarzenie i elektroniczna przygoda, którą docenią wszyscy miłośnicy poszukującej muzyki tanecznej.